Od początku wiedziałam, że chcę, aby moi synowie chodzili do przedszkola integracyjnego. Było to naturalną konsekwencją mojego stylu wychowywania chłopców opartego na uczeniu ich tolerancji i szacunku dla innych ludzi oraz siebie samych bez względu na dzielące nas różnice. Wypływa to z naczelnej idei kierującej moim życiem, którą wpajam chłopcom od pierwszego dnia ich życia. Ideę tę wyrażają słowa Alexis’a de Tocqueville: „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”.

Niedaleko od naszego domu mieściło się jedno z najstarszych polskich przedszkoli integracyjnych i tam też skierowałam swoją uwagę i kroki: pi45.szkolnastrona.pl

Podczas pierwszej wizyty i rozmowy z dyrektorką placówki dowiedziałam się, że nie ma pewności, czy chłopcy zostaną przyjęci ponieważ

1. grupy są niewielkie – wtedy max 15 dzieci

2. obowiązuje zasada, że 5 dzieci to dzieci z orzeczeniem (o potrzebie kształcenia specjalnego) i 10″ zwykłych” dzieci

3. dzieci, których rodzeństwo chodziło lub chodzi do przedszkola mają pierwszeństwo

Szczęśliwie podczas spotkania z panią psycholog (fantastyczna Ewa Czownicka) poradziła nam ona, abyśmy uzyskali orzeczenie dla Adasia w związku z jego niedosłuchem na lewe ucho. Wtedy na pewno zostanie przyjęty, bo to nasze rejon, a Kuba też zostanie przyjęty bo rodzeństwa się nie rozdziela, W ten sposób obaj chłopcy bez trudu dostali się do upatrzonego przeze mnie przedszkola. Mikrocja ma też dobre strony :-)

Nigdy wcześniej nie chciałam starać się o jakiekolwiek orzeczenie dla Adasia. To był jakiś taki mój sposób radzenieasobie z jego wadą – bagatelizowanie jej. Po co mu orzeczenie, skoro nic mu nie jest. Myślałam – za parę lat ucho się zrekonstruuje i zapomnimy o sprawie. Życie zdecydowało inaczej.

Orzeczenie Adam dostał bez problemu. Wystawiła je Specjalistyczna Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna „TOP” (ul. Raszyńska 8/10 w Warszawie), która między innymi specjalizuje się we wspieraniu dzieci z niedosłuchem. Rozpoznanie brzmiało tak: „jednostronny, przewodzeniowy ubytek słuchu wynikający z wady wrodzonej. Porozumiewa się za pomocą mowy, artykulacja zaburzona.”

I w ten sposób Adam i Kuba 1 września 2004 roku rozpoczęli swoją karierę przedszkolaków.

To były piękne 4 lata. Chłopcy czuli się w przedszkolu świetnie, a ja byłam spokojna o ich rozwój. Nawet w trudnych chwilach (rozwiedliśmy się z ojcem Kuby i Adama na początku 2008 roku) mogłam liczyć na wsparcie ze strony dyrektorki, specjalistów i nauczycieli przedszkolnych.

Adaś trafił pod opiekę przedszkolnego logopedy – cudownej, mądrej i cieplej Joanny Dzwonkowskiej. Szybko zorientowałam się, że te 45 minut zajęć w tygodniu, który mu przysługuje w ramach zajęć przedszkolnych to zdecydowanie za mało. Adaś jako mały chłopiec mówił bardzo niewyraźnie. Wynikało to z asymetrii budowy twarzy – przesunięcie szczęki, słabość mięśni i języka, niedosłuchu oraz z tego, że chłopcy długo mówili głównie swoim bliżniaczym językiem i dość późno zaczęli mówić po polsku :-)

Spytałam się Pani Asi, czy istnieje możliwość, aby Adaś miał u niej zajęcia prywatne. I ku mojej radości okazało się, że tak. Dyrekcja przedszkola zdając sobie sprawę, że liczba godzin,którą logopeda może poświęcić dla dzieci w ramach swojego etatu jest niewystarczająca, zgodziła się na „prywatne” zajęcia w salce logopedycznej. Adaś chodził więc do pani Asi dwa razy w tygodniu na półgodzinne zajęcia, Kuba (też miał niewielkie problemy) chodził raz w tygodniu, a dodatkowo raz w tygodniu jeździłam z chłopcami na zajęcia hipoterapeutyczne (połączenie zajęć logopedycznych z jazdą konną :-). Zajęcia te zaproponowała nam pani Asia, która od lat pracuje (choć nie wiem, jak jest teraz) w Fundacji prowadzącej je.

Na koniec przedszkola chłopcy zostali przebadani pod kątem dojrzałości szkolnej. Adaś uzyskał oceny dobre lub bardzo dobre w każdym obszarze oprócz tych, które wymagają płynności wypowiedzi, pamięci „werbalnej”, analizy i syntezy słuchowej. We wskazaniach znalazła się oczywiście kontynuacja terapii logopedycznej oraz ćwiczenia w konstruowaniu odpowiedzi i opowiadaniu.

Na zakończenie tego wpisu dodam jeszcze tylko, że przez cały okres przedszkolny Adama nie spotkały żadne przykrości od kolegów czy koleżanek w związku z jego wadą czy problemami z mową. Wręcz przeciwnie zawsze był szalenie lubiany ze względu na swoje koleżeństwo i empatię w stosunku do innych.