W Warszawie od tegorocznej wiosny dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością mogą korzystać z komunikacji miejskiej za darmo. Za darmo jedzie również towarzyszący dziecku opiekun. To świetna nowina, z radością korzystamy z Adamem z bezpłatnej podróży autobusami, tramwajami czy metrem. Jedyną niewygodą jest fakt, że trzeba mieć przy sobie albo legitymację osoby niepełnosprawnej albo oryginał orzeczenia. Do tej pory nie wyrobiłam jeszcze Adamowi wspomnianej wyżej legitymacji, dlatego też wozimy ze sobą orzeczenie (i ulotkę z informacją o 100% uldze – tak na wszelki wypadek, gdyby kontroler jednak nie był wystarczająco poinformowany :-). Trochę martwię się o ten dokument, bo to jedyny oryginał, który mam i wolałabym, żeby leżał w domu, a nie gniótł się po torbach czy plecakach. Trzymam go oczywiście w plastikowej „koszulce” i chronię, jak mogę, bo papierek cenny jest, jednak… powinien wespół z innymi dokumentami spoczywać w aktówce „Adam – mikrocja”.

Postanowiłam wreszcie wziąć byka za rogi i wyrobić Adamowi legitymację. Sprawa teoretycznie bardzo prosta, praktycznie dość trudna. Ale po kolei.

Niezbyt często jeżdżę do Centrum Warszawy, a dodatkowo nie często w okolice Placu Bankowego w godzinach pracy Stołecznego Centrum Osób Niepełnosprawnych (http://www.scon.waw.pl/). Nie po drodze więc mi tam było, ale któregoś dnia – w lipcu jeszcze – postanowiłam, że jadę. Na miejscu słabo mi się zrobiło – w środku było tyle osób, że aż ciemno. Zrejterowałam. Biorę tylko wniosek i zmykam, bo nie dam rady… Ktoś z was był kiedyś w podobnym Urzędzie? Ci, którzy byli, wiedzą, jak tam jest, tym, którzy nie byli, przybliżę – zawsze jest tam mniejszy lub większy tłumek osób starszych, młodszych, bardzo leciwych, dzieci z matkami, a każdy – wiecie – niepełnosprawny w mniejszym lub większym stopniu w mniej lub bardziej widoczny sposób.

Jednak, żeby dostać druk wniosku też trzeba swoje odstać w kolejce. Odstałam więc i – nie ukrywając – w nogi. Wypełnię, odczekam parę dni, albo tygodni i spróbuję jeszcze raz – pomyślałam sobie uciekając jak najszybciej z urzędu.

Dzisiaj było to jeszcze raz. Najpierw jednak wpadłam na pomysł, że na pewno można taki wniosek wysłać pocztą, albo zeskanować i wysłać mailem. No przecież to Urząd dla osób niepełnosprawnych! Nic bardziej mylnego – trzeba jechać i osobiście (w zębach – jak to mawiała jeszcze w czasach PRL-u moja mama) zawieść. No nic, myślę sobie, dam radę. Rano byliśmy u doktora Dylewskiego (leczenie przebiega bardzo dobrze, doktor zadowolony), a potem namówiłam Adama, żebyśmy pojechali na Andersa, zostawić ten wniosek. Adam nosem kręcił, ale w końcu się zgodził pod warunkiem, że jeśli będzie dużo ludzi, będzie mógł wrócić do domu. Ok – odpowiedziałam.

Wchodzimy do Urzędu, a tam jeszcze gorzej niż poprzednio. Wzięłam numerek – 191, a na tablicy wyświetla się właśnie 100… Okienek do obsługi wszystkich: składających wnioski, odwołania, odbierających orzeczenia, legitymacje, karty parkingowe i co tam jeszcze w Urzędzie załatwić można – jest tylko 3. Powtórzę słownie: TRZY. Na caaaaaałą Warszawę. Brak słów, po prostu brak mi słów. Jak można tak traktować osoby niepełnosprawne? Czemu? Komu to służy? A na stronie internetowej SCON chwali się głosem miłej panienki, że jego „nadrzędnym celem jest kompleksowa obsługa osób niepełnosprawnych”! Aż strach pomyśleć, co by się tam działo, gdyby ta obsługa nie była kompleksowa….

Odesłałam Adama do domu i zaczęłam stać (bo miejsc siedzących oczywiście nie było). Postałam z 15 minut i zaczynam podziwiać mój bezcenny wniosek o legitymację. Zastanawiam się, czemu nie mogę go wysłać pocztą. Spytam się urzędniczki w okienku, jak tylko do niej dojdę – myślę sobie. Zanim jednak dotarłam do urzędniczki, doczytałam, że do wniosku należy dołączyć oryginał orzeczenia o niepełnosprawności do wglądu. A oryginał właśnie wraca do domu z Adamem…. Ucieszyłam się i zmartwiłam jednocześnie. Ucieszyłam, bo mogłam wrócić do domu. Na tarczy, co prawda, ale co tam :-). Zmartwiłam, bo muszę tam jechać ponownie – wezmę wodę, grubą książkę, kanapki, parasol, przenośne krzesełko i pojadę…. A potem jeszcze raz, żeby legitymację odebrać :-)