Wczoraj byliśmy na trzecim już zabiegu depilacji laserowej ucha. Trzeci dla Adama, a dla mnie pierwszy, bo poprzednio Adam jeździł z tatą.

Jeśli tego wcześniej nie pisałam, to wspomnę teraz, że depilacje wykonujemy w Kosmetycznym Instytucie Dr Ireny Eris przy rondzie ONZ w Warszawie. Was jednak zapewne najbardziej ciekawi, czy jest efekt…. A więc – jest! Ciemne włosy zlikwidowane są już prawie zupełnie, zostały już tylko to cienkie, jasne. No i z nimi będzie trudniej, bo słabo poddają się depilacji laserowej, ale i z nimi sobie poradzimy. Będzie to jedynie dłużej trwało.

Sam zabieg jest króciutki, więcej czasu zajmuje przygotowanie miejsca – założenie czepka na włosy, ogolenie ucha, posmarowania żelem i takie tam. Potem to już tylko 4 razy błysk lasera (z osłoniętymi oczyma wszystkich obecnych w gabinecie) i już. Te błyski łącznie z przygotowaniami zajmują około kilkunastu minut. Sama depilacja jest prawie bezbolesna – Adam mówi, że jest uczucie ukłucia, ale daje się je przeżyć.

Zalecenia dla Adama po zabiegu – smarować codziennie ucho kremem z najwyższym filtrem przeciwsłonecznym (blokerem) – jest to konieczne, nawet mimo że Adaś nosi długie włosy; nie wyrywać włosów pęsetką, bo to tylko je osłabi, a cebulki i tak pozostaną. No i tyle. Kolejny zabieg odbędzie się dopiero na jesieni, bo wiecie, jak to jest latem – mnóstwo słońca, woda, pot – Adam będzie lub nie będzie pamiętał o nakładaniu kremu, jak to dziecko :-)

Ach, dodam jeszcze tylko, że zaciekawiło mnie to drugie zalecenie kosmetyczki – nie wyrywać włosów pęsetą. Prawdę mówiąc nawet na to nie wpadłam wcześniej, aż dziwne…. Dobrze, że o tym wspomniała, bo gdybym „wymyśliła” ten sposób, na pewno zaczęłabym go stosować :-)