Przyznam, że coraz mniej inspiracji znajduję do wpisów na blogu. Jednak tak, jak wynika z jego podtytułu „czyli jak sobie radzimy z mikrocją”, radzimy sobie. Ba, zapominamy o mikrocji. Nie wierzyłam, że to kiedykolwiek nastąpi, ale naprawdę tak jest.
Z bieżących spraw:
- orzeczenie Adam dostał: stopień lekki czyli zgodny z prawdą.
Zgodnie z tym orzeczeniem Adam ma prawo do wszelkich świadczeń związanych z apartowaniem etc, etc, ale jego ograniczenia życiowe, zawodowe są nieduże i w związku z tym tracimy prawo do zasiłku (153 zł miesięcznie), co już jest kompletną bzdurą, bo Adam przecież do pracy nie idzie, a wydatki związane z jego prawidłowym rozwojem jedynie się zwiększają. Jednak to już nie wina komisji orzekającej, a ustawodawcy. A na pikietę pod sejm nie mam czasu.
Pozostają Adasiowi ulgi miejskie typu komunikacja publiczna itp.
Jesteśmy teraz w fazie uzyskiwania orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego na okres ponadgimnazjalny. Mnóstwo papierków. Zdecydowana większość pochodzi ze szkoły Adama. Mam wrażenie, że specjaliści nie do końca wiedzą o co chodzi i co mają pisać, ale się starają.
Wybieramy liceum, number one jest Frycz, ale wyjdzie, jak wyjdzie.
Jest coś, co może być dla was ważne: Adam jedzie w tym roku po raz pierwszy całkowicie sam na obóz językowy http://campcalifornia.com/. Przyznam, że dla mnie to spory stres. Wiem, że tak trzeba, że to dobre, że Adam tego potrzebuje i to go wzmocni etc etc, ale …. – a jak się pojawi jakaś trudność – choroba, nieżyt żołądka, a tam wszyscy po angielsku.
Wiem, wiem – wszystko będzie ok, chłopak już prawie dorosły, świetnie sobie ze wszystkim radzi, jego nipełnosprawnpości można się raczej domyślać niż ją zauważać – jednak jestem mamą kwoką – martwię się, choć Kuba (brat bliźniak Adama) też jedzie, choć na inny turnus i wobec niego nie mam takich lęków (ale mam inne :-)