Uznałam, że warto byłoby zaktualizować bloga i napisać, co się u nas dzieje.

Dzieje się dobrze. Adam i jego brat już od miesiąca są uczniami gimnazjum i bardzo im się to podoba. Fakt, że mają dużo lekcji i innych zajęć, i że przez pierwsze dwa tygodnie padali nosami na twarz, ale teraz już okrzepli i jest ok.

Podręczniki kupiliśmy, wniosek o dofinansowanie został złożony, ale pieniędzy ani widu, ani słychu. Ciekawa jestem, czy przed świętami dostaniemy ten zwrot, czy też nie. 350 złotych piechotą nie chodzi….

Odebrałam adasiową legitymację osoby niepełnosprawnej. Zwykły świstek papieru z pieczątką i podpisem. Nie wiem, czemu wyrabianie tego dokumentu tyle trwa i czemu nie daje się tego uzyskać bez wizyty w urzędzie albo – że tak powiem – „od ręki” podczas jednej wizyty? Biurokracja niech nam żyje! – powinni śpiewać urzędnicy stołecznych instytucji.

Byliśmy też na wizycie kontrolnej w Kajetanach. Słuch Adasia pozostaje bez zmian, implant (wibrant) działa i jest sprawny. Kolejna wizyta za rok. Nareszcie się tego doczekaliśmy, bo pan, który jest właścicielem jednego z prywatnych parkingów przy Centrum, mówi mi już „Dzień dobry” :-)

Za tydzień jesteśmy umówieni na kolejną depilację laserową, a na drugą połowę października z ortodontą, dr Dylewskim. I to chyba wszystko. Do zobaczenia :-)