Wczoraj (piątek 9 sierpnia) byliśmy w Kajetanach na pierwszej wizycie po operacji. W poradni dziki tłum ludzi. Byliśmy umówieni między 10 a 11, więc o 10 rano byliśmy już na miejscu, ale czekaliśmy na swoją kolej blisko 2 godziny. 2 godziny! Myślałam, że przyrosnę do krzesełka… Aż w końcu zostaliśmy poproszeni do zupełnie innego gabinetu, niż ten pod którym czekaliśmy, a tam przesympatyczny i przeuroczy dr Artur M. zdjął Adasiowi szwy :-) Rana goi się bardzo ładnie, doktor się śmiał, że Profesor bardzo dokładnie zszył skórę. No i tak sobie miło pogawędziliśmy:

- że widać, że to Profesor zszywał Adasia :-), bo szycie to coś jakby podpis lekarza operatora

- że w Centrum jest „Sajgon”, bo urlopy, a dodatkowo jeden z lekarzy wypadł z dyżuru, bo się rozchorował (albo coś podobnego)

- że „nasz” doktor został specjalnie ściągnięty z góry do Przychodni – był ustawiony na operację, ale jego ręce okazały się niezbędne na dole (wiecie, ten dziki tłum ludzi :-)

- że kosteczki słuchowe Adasia były unieruchomione i że wibrant jest podłączony do kosteczek właśnie

- że Adaś nie będzie aktywował bramek na lotnisku :-)

- że przy każdym prześwietleniu głowy trzeba mówić o wibrancie

No i długo rozmawialiśmy o kwestiach ortodontycznych Adasia, a dokładniej o leczeniu dysplazji żuchwowej, o aparacie na zęby, który Adam nosi od jesieni ubiegłego roku, o….. Moglibyśmy bardzo długo tak gadać, bo doktor na prawdę przeuroczy :-)

Teraz umówieni jesteśmy do Kajetan na 13 września, aby uruchomić wibrant i Adam będzie słyszał. Wyobrażacie to sobie? Po raz pierwszy w życiu Adam będzie słyszał na oboje uszu, w stereo! Nie mogę się doczekać. Warto było to wszystko przejść :-)