Archiwum dla Lipiec, 2012

Ach te soboty w szpitalach!

W całym Centrum pustki, echo igra po korytarzach, sale pacjentów świecą pustkami. Cicho wszędzie, głucho wszędzie.

Odwiedzających też jak na lekarstwo.

Pamiętam, że w ubiegłym roku oddział był zapełniony pacjentami przez cały nasz pobyt. Teraz jest zupełnie inaczej, zaskakujące.

Mimo to dzień minął nadzwyczaj szybko. Może dlatego, że się dłuższą chwilę zdrzemnęłam, zmęczona nocnym oglądaniem otwarcia Igrzysk :-) Obiad tradycyjnie w weekendy zjedliśmy przed 12.00. Potem bufet został zamknięty, a kolację mieliśmy wystawioną na talerzach w pomieszczeniu kuchennym. Ach tak! Zapomniałam wspomnieć, że teraz pacjenci mają do swojej dyspozycji „pomieszczenie kuchenne” na nowym oddziale na I piętrze. Jest ono wyposażone w lodówkę, czajnik elektryczny, sporo pustych szafek i szuflad oraz zlew i duży kosz na śmieci. W lodówce pacjenci mogą przechowywać swoją żywność pod warunkiem jednak, że jest opisana nazwiskiem i numerem sali, na której pacjent leży.

Z czajnika też można korzystać do woli. Pewien minus stanowi jednak brak kubków, talerzy i sztućców, ale można je „pożyczać” ze stołówki.

Po kolacji oglądaliśmy z Adasiem telewizję. Młody był dzisiaj w dobrym humorze. Po wczorajszym kryzysie nie pozostał nawet ślad. Fajnie, że zaczął mówić, że tęskni za Kubą, za swoim pokojem, za naszymi kotami. Planuje, co ugotujemy po powrocie do domu. Na razie stanęło na gołąbkach :-)